Jak nie stracić pracy w 2021 roku?

Kariera

Ten tekst nie jest po to, żeby straszyć. Ze straszeniem nas doskonale radzą sobie mass-media i nie zamierzam nawet próbować z nimi konkurować w tej materii. Moim celem jest pomóc Ci uniknąć losu, który spotka wiele osób w 2021 roku. To, że w firmach będą istotne redukcje zatrudnienia, uważam za pewne. A nawet, jeśli się mylę w tej kwestii, to skorzystanie z moich podpowiedzi zawartych w tym tekście może Ci bardzo pomóc w kierowaniu Twoją karierą.

Po pierwsze: uświadom sobie pewien podstawowy fakt

Jesteś zasobem. Z punktu widzenia Twojego pracodawcy, jesteś zasobem. Podobnym pod tym względem do drukarki, budynku biurowego czy prądu w gniazdku. Gdy pracodawca stwierdzi, że z zatrudnienia Ciebie odniesie jakąś wymierną korzyść, to Cię zatrudnia. Tak, jak kupuje drukarkę czy wynajmuje budynek. I, ogólnie mówiąc, dopóki korzyści z posiadania Ciebie na liście płac przewyższają koszty, to Twoje zatrudnienie jest w miarę bezpieczne. Co istotne, wspomniane korzyści mogą mieć różną formę, nie zawsze wymierną, finansową. Czasem wystarczy przekonanie o jej istnieniu. Zatem, jesteś zasobem. Jak wszyscy pozostali pracownicy. Każdy człowiek, oprócz właściciela firmy, to zasób. I koszt. Twoim zadaniem jest spowodować, by:

  1. Koszt Twojego zatrudnienia był uzasadniony.
  2. Ludzie decydujący o Twoim losie w pracy byli przekonani, że lepiej mieć Cię „na pokładzie” niż zwolnić.

Innymi słowy, musisz być jak parowóz z bajki „Tomek i Przyjaciele” – musisz być „użyteczną ciuchcią”, a Gruby Zawiadowca (oraz inne „ciuchcie”) ma mieć przekonanie o Twojej wysokiej użyteczności.

Twoje przekonania są mało istotne – liczy się opinia innych

Zapewne coś tam myślisz sobie o sobie jako pracowniku. Zapewne masz na swój temat jakieś przekonania. Dopóki ich nie skonfrontujesz z otoczeniem, załóż proszę, że są błędne. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Kierowałem zespołami ludzi. Przez te zespoły przewinęło się kilkadziesiąt osób. Jako menedżer zatrudniający lub oceniający brałem udział w rekrutacjach na dziesiątki stanowisk. Widziałem „w akcji” setki kandydatek i kandydatów. Zatrudniałem ludzi, ale zdarzało mi się też informować, że to koniec naszej współpracy. Sam też pracowałem w zespołach. I mam pewne spostrzeżenia dotyczące funkcjonowania ludzi w pracy, którymi się z Tobą podzielę.

Byli w „moich” zespołach ludzie w pełni przekonani o swojej znakomitości. Żadnego z tych „przypadków” nie przyjąłem do zespołu dobrowolnie. Albo dany „osobnik” już był w zespole, który objąłem, albo został mi „podrzucony” jako wyjątkowy talent przez jakiegoś innego menedżera, któremu umknęły niepokojące sygnały lub trzeba było wybrać kogoś z generalnie słabej grupy kandydatów. Z rekrutacjami do pracy jest trochę jak z wyborami miss – nie wygrywają ich najpiękniejsze dziewczyny ze wszystkich, tylko te, które zgłosiły się do konkursu i przekonały do siebie jurorów.

Wniosek na podstawie tych kilku przypadków z mojego doświadczenia jest jeden – poziom samouwielbienia jest przeważnie odwrotnie proporcjonalny do faktycznej przydatności zawodowej. Jeden bardzo pewny siebie „zawodnik” był zwykłym leniem i każda moja uwaga dotycząca jakości lub ilości dostarczanej przez niego pracy spotykała się z jego szczerym zaskoczeniem. W dniu naszego zawodowego rozstania okazało się, że gość miał nierozliczone wydatki służbowe z sześciu miesięcy. Czyli nie dbał nawet o własne pieniądze, a co dopiero o sprawy firmy. A na dodatek, na swoim służbowym komputerze-graficznej stacji roboczej, miał zainstalowaną grę, sieciową „strzelankę”. To wyjaśniło „nadgodziny” spędzane w biurze, a nieprzynoszące postępu prac.

Podobnie zaskoczona korygującymi uwagami była pewna młoda dama, która potrafiła przez trzy miesiące z rzędu popełniać taki sam błąd w podsumowaniu budżetu, ale generalnie uważała, że doskonale sobie radzi. Na feedback poparty faktami reagowała, hmm…, bardzo emocjonalnie.

Jak działają najlepsi?

Ale był też drugi biegun. Absolutna czołówka. Tak zwani „top performerzy” – ludzie osiągający najlepsze wyniki. Prawdziwe talenty. To ten typ osób, które zrealizują niemal każde zadanie. Jeśli nie wiedzą jak, to się dowiedzą i „dowiozą”. Prawdziwe skarby dla zespołu i całej firmy. Ale przy tym, co zaskakujące – skromni. Jak pewien dwudziestoparolatek, absolwent kierunku studiów, który wcale nie predestynował go do kariery w dziale sprzedaży międzynarodowej korporacji, ale tak się szczęśliwie złożyło, że nasze zawodowe drogi się przecięły. Pracował ciężko i uczciwie. Nie zajmował się plotami przy kawce czy „fajce”, tylko robił swoją robotę. Zadawał sensowne pytania. Znajdował lepsze narzędzia i uczył się ich obsługi. Rekomendował usprawnienia. Na każde spotkanie ze mną przychodził punktualnie. Z dużym zeszytem A4, w którym na kolejnej stronie były wypisane punkty, które chciał tego dnia ze mną omówić. I to nie były jakieś pierdoły, tylko kwestie istotne dla jego pracy i naszej współpracy. Przychodził przygotowany – szanował swój i mój czas. I pod koniec każdego z tych naszych spotkań zadawał żelazne pytanie: „Adam, co sądzisz o mojej pracy?”. Był autentycznie ciekawy, jak jest oceniane to, co i jak robi. Na pewno miał świadomość, że „ogarnia” swoją robotę, a jednak nie rezygnował z ciągłego „badania gruntu”. I na dodatek był po prostu normalnym, miłym gościem. Nie muszę chyba pisać, że chłopak dosyć szybko awansował i objął własny zespół. Dzisiaj prowadzi projekty o strategicznym znaczeniu i ogromnych budżetach. Także prywatnie doskonale sobie radzi. Skutecznie kieruje całym swoim życiem.

Albo inny przykład – niezwykle energiczna i odpowiedzialna kobieta, żona, matka i zawodowa „wymiataczka”. Do dziś nie wiem, skąd ta dziewczyna brała tyle siły do ogarniania wszystkiego, co życie jej rzucało pod nogi. Nie znam drugiej tak zaangażowanej osoby. Nie było takiej ilości pracy, której by nie dźwignęła. Bez słowa narzekania. Upominała się o dodatkowe projekty, gdy tylko miała odrobinę „wolnych mocy przerobowych”. Bardzo dużo wymagała od siebie, ale umiała też śmiało wymagać od innych, zwłaszcza tego, co było jej potrzebne do realizacji zadań. Jeśli ktoś nie „dowoził”, od niej usłyszał to wprost. Tym sposobem, ciągnęła w górę cały zespół. I tak, jej kariera także rozwijała się w sposób ponadprzeciętny. I wiesz co? Nigdy nie usłyszałem od niej nic, co by sugerowało nadmierną pewność siebie czy przekonanie typu „jestem niezastąpiona”. Chociaż była niezastąpiona i gdy miała udać się na urlop macierzyński, autentycznie obawialiśmy się, jak damy sobie radę bez niej przez te kilka miesięcy.

Skromność, odpowiedzialność, zaangażowanie i szukanie informacji zwrotnej na temat własnej pracy to były wspólne cechy najlepszych ludzi w moich zespołach. Robili swoje, często pytali, ciągle monitorowali i chcieli się doskonalić.

Powiedz: sprawdzam!

Podsumowując: nieważne, co Ty myślisz na temat jakości swojej pracy. Jeśli od dawna jesteś przekonany o swojej doskonałości, a nie masz na to poparcia w zewnętrznych opiniach, to uważaj. Być może już jest rozpisana rekrutacja Twojego następcy, a może nawet już podpisał umowę.

Skonfrontuj swoje przekonanie z opiniami otoczenia. Zapytaj szefową czy szefa. Zapytaj podwładnych. Zapytaj koleżanki i kolegów. Zapytaj klientów. Zapytaj, co robisz dobrze, a co powinieneś:

  • robić lepiej,
  • przestać robić
  • zacząć robić.

Formę zebrania tej informacji wybierz dowolną – wygodną dla Twoich „respondentów”. Anonimowa ankieta online, pudełko-urna na kartki, zwykła rozmowa w cztery oczy, cokolwiek. Na pewno dowiesz się czegoś przydatnego. Jeśli nigdy nie zdarzało Ci się prosić o takie opinie, to ludzie mogą być zdziwieni – mówi się „trudno”. Przyzwyczają się.

Po co Ty tam jesteś?

Twoje stanowisko ma jakieś przeznaczenie. Być może masz konkretne parametry, z których Cię rozliczają (np. wartość sprzedaży lub czas bezawaryjnej pracy maszyn). Możliwe, że oprócz takich precyzyjnych kryteriów są również jakieś mniej wymierne. Postaraj się ustalić wszystkie. Postaraj się dowiedzieć, jaka jest Twoja rola w funkcjonowaniu całej organizacji – czego się od Ciebie oczekuje? I znowu: ustal, w jakim stopniu te oczekiwania spełniasz. Zidentyfikuj te obszary, w których możesz coś poprawić i zrób to. Jeśli masz dobrego menedżera, to już znasz odpowiedzi na te wszystkie pytania. Bo to menedżer powinien Ci powiedzieć, czego od Ciebie oczekuje. Powinien Ci wskazać, co działa, a co trzeba poprawić. Ale jeśli tego nie zrobił, to Ty musisz tę robotę wykonać samodzielnie.

W ogóle tutaj nie interesuje mnie to, czy Tobie pasują oczekiwania, jakie są wobec Ciebie stawiane. Jeśli Ci nie pasują, to szukaj innej roboty. Tekst jest o tym, jak nie stracić tej, którą masz obecnie. W tym celu musisz wiedzieć, czego się od Ciebie oczekuje i realizować te oczekiwania najlepiej, jak umiesz.

Ustaw się w stadzie

Dziś w dużo mniejszym stopniu zależymy od innych niż w epoce kamienia łupanego, ale nadal zależymy. Może np. realizujesz wszystkie swoje wymierne cele, ale zespół uważa Cię za najbardziej wkurzającą osobę? Warto mieć świadomość roli takiego kryterium. Funkcjonujesz wśród ludzi. Jak będziesz z nimi na wojennej ścieżce, to przy sprzyjającej okazji Cię „wygryzą”. Po co Ci to?

Nikt Ci nie karze lubić współpracowników. Może niektórzy irytują Cię, bo np. robią mniej od Ciebie, a mają lepszą pozycję. Cóż, bywa, prawdopodobnie niewiele możesz z tym zrobić. Donosić przecież nie będziesz. Możesz się skoncentrować na wyważonym podkreślaniu własnych osiągnięć. Ale jakoś musisz funkcjonować w grupie. Nawet na zasadzie „uśmiechaj się, przytakuj i rób swoje”. A po powrocie do domu opowiedz bliskiej osobie, tak terapeutycznie, z jakimi „baranami” musisz się użerać. Jeśli na dłuższą metę to będzie trudne do zniesienia, to weźmiesz się za szukanie lepszej pracy. O tym będzie osobny artykuł, ale ten jest o tym, jak pracy nie stracić. Konfrontacja ze wszystkimi wokół nie jest dobrą strategią. Jakkolwiek było do tej pory, od teraz bądź dyplomatyczny i neutralny jak Szwajcaria. Żadnych kontrowersyjnych opinii czy personalnych ataków. A jeśli zdążyłeś już sobie „nagrabić”, to napraw to, co się da. Idź, zagadaj, przeproś. A na co dzień: przytakuj, uśmiechaj się i rób swoje.

Gdzieś kiedyś przeczytałem, że jesteśmy „średnią” z pięciu osób, z którymi najczęściej przebywamy. Zastanów się, z kim spędzasz najwięcej czasu w pracy. Czy to jest ta ekipa, która zasadniczo „ogarnia robotę”, ma osiągnięcia i jest doceniana? Czy może należysz do tajnego, nieformalnego stowarzyszenia krytykantów i malkontentów? Wychodzicie sobie razem „na fajkę” i pomstujecie na szefa oraz jego „przydupasów”? Zastanów się, co będzie dla Ciebie korzystniejsze z zawodowego punktu widzenia. Chwilowe zrzucenie emocjonalnego „balastu” taką rozmową w „loży szyderców” i plotkowaniem może Cię drogo kosztować, jeśli ktoś powtórzy dalej Twoje „spostrzeżenia”.

Nie gardź zadaniami

Kiedyś usłyszałem w biurze, jak moja koleżanka głośno ubolewała nad faktem, że musi się zajmować jakimiś fakturami. „To jest przecież zadanie dla asystentki czy specjalistki”, mówiła, a ona była wszak na stanowisku kierowniczym – wprawdzie bez podwładnych, ale jednak z „manager” w tytule. Byłem w lekkim szoku, że tak można podchodzić do sprawy.

Może Cię to rozczaruje, ale nie ma czegoś takiego jak zadanie niegodne Twojej osoby czy stanowiska. Robi się wszystko to, co jest akurat do zrobienia. Nawet będąc kierownikiem i dyrektorem nigdy nie miałem problemu z podwinięciem rękawów i wykonaniem nawet prostych, fizycznych prac, jeśli moje dwie ręce były w nich przydatne.
W pierwszej pracy wysłano mnie do wykonania inwentury w magazynie. Nieogrzewanym. W środku mroźnego lutego. Nie przyszło mi do głowy powiedzieć „sorry, ale ja tu przyszedłem do pracy biurowej, nie będę łaził w mróz po brudnym magazynie i liczył jakieś płyty, to zadanie magazyniera”.
Czasem trzeba było gruntownie posprzątać biuro przed jego przemeblowaniem, innym razem doprowadzić do porządku nasz magazyn ekspozytorów sklepowych lub poskładać do kupy prototypowe konstrukcje ekspozycyjne na podziemnym parkingu biurowca przed załadowaniem ich na ciężarówkę. Jeśli mamy coś do zrobienia jako zespół czy organizacja, to hierarchia schodzi na drugi plan. Każdy, kto na wieść o takim zadaniu ma kwaśną minę, powinien jak najszybciej dostać „zimny prysznic”. Dla Królewien i Królewiczów z bajki szkoda miejsc pracy i w ogóle tlenu szkoda.

Jeśli chcesz utrzymać pracę, podchodź do zadań z entuzjazmem. Ja dzięki wspomnianej inwenturze wprawdzie zmarzłem na kość, ale w jeden dzień poznałem wszystkie produkty mojego pracodawcy, co potem bardzo mi się przydało w pracy.
Poszukaj w zadaniach takich pozytywów. Każą Ci nosić żelastwo po parkingu? Fajnie! Przewietrzysz się, oczy odpoczną od komputera, a może być przy tym kupa śmiechu. Szef kazał Ci rozliczyć jego służbowe wydatki i masz na biurku stertę biletów parkingowych? Spoko, ktoś to musi zrobić, a Twój czas jest dla firmy tańszy, niż czas szefa. Zaspokoisz też „niskie potrzeby” – dowiesz się na przykład, gdzie Twój szef bywa. Ale samo rozliczenie zrób porządnie – tak, żeby szef był Ci wdzięczny. A jeśli cwaniak podrzucił Ci to tylko po to, żeby w tym czasie siorbać kawkę i gadać o pierdołach, to wiesz, że pracujesz w niewłaściwym miejscu i ta wiedza to też jest pozytyw – da Ci impuls to szukania lepszej pracy gdzieś indziej.

To, co umiesz, nie ma znaczenia…

… jeśli w bezpośredni sposób nie generuje korzyści dla pracodawcy. Przykład? Skończyłem szkołę muzyczną. Grałem na fortepianie i klarnecie, do dziś rozpoznam bezbłędnie dowolny interwał w obrębie oktawy. To mogłyby być atuty zawodowe, gdybym np. zajmował się opieką nad dziećmi w wieku wczesnoszkolnym albo był sprzedawcą w sklepie z instrumentami muzycznymi. Ale na menedżerskim stanowisku w dziale sprzedaży firmy produkującej słodycze nikt mi za to nie dorzuciłby do pensji ani grosza. I słusznie.

Podobnie, dyplom ukończenia filologii romańskiej oraz certyfikaty potwierdzające znajomość czterech języków obcych nie mają znaczenia, jeśli Twój pracodawca produkuje pręty gwintowane i eksportuje je wyłącznie do Rosji.

Spójrz krytycznie na swoje umiejętności. Co umiesz? Które z Twoich umiejętności są potrzebne Twojemu pracodawcy? W jaki sposób z nich korzysta? Co dzięki nim zyskuje?

Doskonal się

A teraz z drugiej strony: jakie umiejętności, których nie masz, pomogłyby Ci lepiej wykonywać Twoją pracę? Np. szybciej? Wiesz, jaka umiejętność zaoszczędziła mi niezliczoną liczbę godzin? Bezwzrokowe pisanie na klawiaturze. Nauczyłem się tego jeszcze w liceum. To była moja pierwsza praca – przepisywałem ludziom prace dyplomowe – z rękopisów do plików w Wordzie (to była końcówka lat dziewięćdziesiątych XX wieku – komputery dopiero wchodziły „pod strzechy”, nie mówiąc o drukarkach). Byłem freelancerem zanim stało się to modne. 🤣 A później, przez całą karierę byłem w ścisłej czołówce „szybkopiszących”, budząc niezrozumiały dla mnie podziw w biurze każdej firmy. Niezrozumiały, bo przecież każdy może się tego nauczyć tak samo, jak ja. A w biurowej pracy dużo się pisze. Maile, analizy, rekomendacje, prezentacje itd. Prosta umiejętność, którą mało komu chce się opanować. Gdy się dużo pisze, to można zaoszczędzić dużo czasu pisząc szybko. Proste.

Szukaj tego typu rzeczy. Może np. robisz dużo powtarzalnych działań w Excelu. Naucz się tworzyć makra, robota będzie się robić sama, a Ty będziesz mieć więcej czasu. Naprawdę, wystarczy otwarta głowa i trzeźwe spojrzenie na swoje zadania i umiejętności. Dzisiaj mamy niespotykany wcześniej dostęp do wiedzy. Możesz się nauczyć czegokolwiek nie ruszając się z domu, a często nawet nie wydając pieniędzy. Pytanie, czy wybierzesz coś, co będzie Ci przynosić wymierne korzyści, czy jakieś bzdety „dla zabicia czasu”. I teraz nie chodzi o to, żeby pójść do szefa i powiedzieć „potrzebuję takie szkolenie, opłać mi je”. Chodzi o to, żeby możliwie dużo w tym zakresie zrobić samodzielnie. Np. kupić sobie kurs online z prezentacji i potem pochwalić się jego ukończeniem oraz pokazać, jak to wpłynie na efektywność Twojej pracy.

Zadbaj o „okładkę”

Są ludzie, którzy swoją zewnętrzną powłoką i postawą emitują donośny sygnał o treści: „nienawidzę tej roboty”. Przychodzą do pracy na ostatnią chwilę lub się spóźniają. Zapominają, że czas na poranną toaletę jest w domu, przed wyjściem do pracy i że to obowiązkowy punkt poranka. Ubiorem sugerują brak dachu nad głową lub przynajmniej dostępu do pralki i żelazka. Po zakładzie pracy snują się, jakby mieli za chwilę przewrócić się ze zmęczenia.

Jeśli nie dbasz o siebie, to nikt mnie nie przekona, że będziesz dbać o swoją pracę i interes firmy, która Cię zatrudnia. To nie jest kwestia bogactwa lub biedy. To jest kwestia kultury, postawy i hierarchii priorytetów. Dzisiaj są takie czasy, że ludziom trzeba mówić o oczywistych rzeczach. Dołączę do tego trendu i napiszę: W pracy masz tworzyć profesjonalne wrażenie. Takie, że gdyby do firmy nagle wpadła telewizja, to podejdą z mikrofonem prosto do Ciebie, bo będziesz wyglądać na najważniejszą i najbardziej kompetentną osobę. Czysty, schludny strój. Niekoniecznie drogi! Ale czysty, uprasowany i w dopasowanym rozmiarze. Czyste, zadbane i ułożone włosy. Miły zapach, również z ust. Jeśli jesteś facetem, to masz mieć ogoloną twarz lub starannie zadbany zarost. Proste, oczywiste rzeczy, które pokazują, że Ci zależy na tym, jak jesteś postrzegany. Skoro dbasz o siebie, to jest nadzieja, że o swoją pracę również.

Jeśli pracujesz zdalnie, to podczas spotkań online miej włączoną kamerę, patrz w nią, potakuj, uśmiechaj się. Okazuj swoje zaangażowanie i pokaż, że uczestniczysz, a nie tylko „jesteś online”. Pobierz sobie mój poradnik „Udane spotkanie online” i skorzystaj z moich wskazówek.

I codziennie okazuj energię. W pracy poruszaj się z rozsądną prędkością. Nikt nie każe Ci biegać, ale chodź szybko, energicznie. Nie snuj się jak zombie. Bądź zajęty i wyglądaj na zajętego. Jesteś w pracy!

Przeczytaj powyższy tekst jeszcze raz i zastanów się dobrze, które z moich podpowiedzi możesz zastosować. I zacznij działać. Czas ucieka. Swoim działaniem możesz nawet „skreślić się” z czarnej listy. A jeśli zaczniesz stosować właściwe nawyki, przyniosą Ci korzyści w tym, lub w następnym miejscu pracy.

Zobacz również

Jak nie stracić pracy w 2021 roku?

Jak nie stracić pracy w 2021 roku?
Bezpłatne materiały do pobrania - adamlibera.com

Pobierz bezpłatne materiały!

Zapisz się na mój newsletter i pobierz bezpłatne materiały
o prezentacjach, karierze i biznesie online.
Żadnego spamu. Obowiązuje Polityka prywatności.

Używamy cookies i podobnych technologii. Ustawienia możesz zmienić w opcjach przeglądarki. Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close